Od przyszłego roku fotografować będę wyłącznie śluby kościelne. Zanim mnie wyśmiejecie, czy stwierdzicie, że oszalałem, przeczytajcie te kilka zdań, w których opisuję skąd taka decyzja.

Od momentu poznania mojej żony staję się coraz bardziej świadomym katolikiem. Staram się w życiu postępować według przykazań Bożych. Daleko mi jeszcze do świętości, ale staram się jak mogę. Zaczynam np. dostrzegać pewne sytuacje, na które wcześniej zupełnie nie zwracałem uwagi. Idąc fotografować ślub, zabieram ze sobą także swoją wiarę. Nie potrafię, a właściwie nie chcę zostawiać jej w domu. Nie chcę zamykać oczu na pewne sprawy, dlatego nie mogę brać udziału w wydarzeniach, które są niezgodne z katolickimi wartościami. Taką uroczystością jest m.in. ślub cywilny. Chociaż sfotografowałem mnóstwo takich ślubów dla świetnych par, doszedłem do miejsca, w którym muszę powiedzieć dość. Broń Boże, nie oceniam  ludzi, którzy zawierają takie związki. Nie znam powodów takiej, a nie innej decyzji, nie generalizuję, nie chcę stawiać się ponad nikim. Po prostu tak czuję.

Niestety na ślubach kościelnych też jest różnie. Nierzadko bywało tak, że przy obecności kilkudziesięciu gości, modlitwę Ojcze Nasz było słychać tylko z ust kapłana, albo tak, że poza przysięgą „Młodzi” nie wydusili z siebie ani słowa. Bez wątpienia sakrament małżeństwa może być początkiem dobrych przemian duchowych. Mam głęboką nadzieję, że takie przemiany nastąpiły u niektórych par, które fotografowałem. Nie chcę jednak być już świadkiem takich smutnych scen. Jeśli zamierzacie naprawdę szczerze zawrzeć związek małżeński przed Bogiem, z wielką przyjemnością będę Wam towarzyszył. Jeśli robicie to z innych względów, poszukajcie proszę innego fotografa.

Pewnie mógłbym zacisnąć zęby, pomodlić się gorliwie i ruszyć fotografować z należytą starannością opisane wyżej śluby. Jednak od tej pory nie będę tego robił. Uszanujcie proszę moją decyzję. W tych szalonych czasach, w których wiara katolicka brukana jest na każdym kroku, w którym wyśmiewa i opluwa się wiernych i księży, trzeba się określić. Bycie katolikiem nie polega na siadaniu raz w roku do stołu wigilijnego, czy dawaniu prezentów pod choinkę. To jest otoczka wokół czegoś znacznie głębszego. Chociaż wcześniej byłem katolikiem, przemiana duchowa zaczęła się u mnie kiedy poznałem moją żonę. Pisząc, że jest darem od Boga, rzeczywiście tak odczuwam jej obecność w moim życiu. Życzę każdemu zagubionemu samotnikowi, żeby spotkał na swojej drodze taką właśnie osobę. Natomiast tym silniejszym w wierze pozwolę sobie poradzić – pielęgnujcie swoją wiarę, nie poddawajcie się, macie do spełnienia ważne zadanie.

Tytuł wpisu zaczerpnięty z książki „Dzisiaj trzeba wybrać” księdza Piotra Glasa. Warto przeczytać :)

2 Thoughts on “Dzisiaj trzeba wybrać. Ja wybrałem”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.